|
|
.olZ dzwiekow ulicznych zajmowal ja i necil szczegolnie jeden. Byl to jakby spiewb jakbyolwydawanie lekcji czy choralne odmawianie pacierza przez gromade dzieci. Judymowa slyszalaolnie tylko ogolny tonb ale kazdy glosik z osobnab wymykajacy sie z harmonii. Bylo w tymolcos wesolego nad wszelki wyrazb cos tak milegob ze nie mogla dama sobie z tym rady. Wstala zollozkab narzucila odzienie i czajac sie w glebi izby zaczela wypatrywamab skad te glosy pochodza.olZ drugiej strony waskiej uliczki na tej samej wysokosci byly roztwarte okna jakiejs duzejolsali. Na malych drewnianych stoleczkach siedzialo tam kilkadziesiatb pewno ze czterdziesciolsztuk indywiduow w wieku lat od czterech do szesciu. Osoby te gwarzylyb beczalyb smialy siebolspieralyb swawolilyb ale co pewien czasb na znak dany przez otyla kobiete w latachb kazde ujmowaloolw rece szydelko i rozpoczynalo prace. Wtedy to za glosem przewodniczki caly chorbolwykonywajac |